Simply Red – Greatest Hits Tour, Warszawa, Torwar, 3.05.2009
Pożegnanie na warszawskim Torwarze wypadło nadzwyczaj dobrze. To takie dziwne uczucie, kiedy kuchnia serwuje nieustannie to, co ma najlepszego. Pierwsze dźwięki It’s Only Love i już było wiadomo, że zespół jest w dobrej formie. Potem jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki spełniały się życzenia – Night Nurse ze wspaniałym aranżem, nieco przeciągnięte i smęcące If You Don’t Know Me By Now, wzruszające For Your Babies, energetyczne Fairground, afirmujące Your Mirror, funkujące Money Too Tight To Mention – słowem do wyboru do koloru. Biła w uszy różnorodność muzyczna, w której zespół z gracją poruszał się przez tyle lat. Porywała charyzma Micka, podparta talentem i przede wszystkim umiejętnością porozumienia ze słuchaczem. Aż dziw, że początkowo sektory tylko niemrawo przytupywały nogą; potem jednak udzieliła im się energia ludzi na płycie i zaangażowanie zespołu. Band, który przez tyle lat ulegał wstrząsom personalnym, na koniec działalności składa się z wybitnych muzyków sesyjnych, którym nie przydarzają się gorsze dni. Ascetyczny wystrój sceny – można wręcz mówić o jego braku – nie odwracał uwagi od muzyki. Słowem: perfekcja.
Trudno tylko w tym wszystkim nie wyczuć koniunkturalizmu. Grupa będzie w trasie przez najbliższy rok. Z czegoś żyć trzeba, a niedawno założona rodzina oraz plany kariery solowej mają swoje prawa. So goodbye Mick, no farewell!
Simply Red - Come to My Aid
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz